Urocze zakątki na zapleczu turystycznych tras

Autor: Krzysztof Mordyński, historyk, kustosz w Muzeum Warszawy

Spacerując po warszawskim Trakcie Królewskim zachwycisz się okazałymi pałacami, świątyniami i zabytkowymi kamienicami. Podążając jednak tą główną trasą pominiesz wiele zaskakujących miejsc z charakterem: punktów widokowych, zacisznych dziedzińców czy ukrytych rzeźb. Odważ się i zejdź z utartego szlaku – poznaj alternatywną drogę z Ronda De Gaulle’a do Placu Zamkowego.

Rondo De Gaulle’a, leżące na przecięciu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu, należy do miejsc ruchliwych i bardzo głośnych. Mieszkańcy Warszawy mówią na nie „rondo z palmą”, gdyż właśnie to egzotyczne, lecz sztuczne drzewo rzuca się w oczy bardziej niż pomnik francuskiego męża stanu i generała. Ta palma to instalacja „Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich” autorstwa Joanny Rajkowskiej, która odnosi się do historycznej nazwy ulicy, a jej zaskakujący widok w polskim mieście ma budzić refleksje na temat globalizacji. Ocieplenie klimatu sprawia jednak, że widok palmy przestaje być tak zdumiewający, jak w 2002 roku, gdy artystka wykonała dzieło.

Palma z pewnością zszokowałaby pierwszych użytkowników dawnego Domu Partii, czyli lekko wycofanego, sporych rozmiarów budynku po południowo-wschodniej stronie ronda. Gmach został wybudowany w latach 1948-1951 dla Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Tutaj przed 1989 rokiem odbywały się spotkania Biura Politycznego i zapadały najważniejsze decyzje, oczywiście poza tymi, które już podjęto w Moskwie.

Rondo gen. Charles'a de Gaulle'a, na pierwszym planie autobus, za nim sztuczna palma, w tle budynki, spacerują ludzie, słoneczny dzień, lato.
Rondo gen. Charles'a de Gaulle'a, fot. Maciej Deperas

Dom Partii ma dość monotonne elewacje z wielką liczbą małych okien, które ciągnąc się długimi, piętrowo ułożonymi rzędami opowiadają o mozole biurowej pracy. To pierwsze wrażenie nie powinno nas jednak odstraszać. Choć z daleka modernistyczna architektura jest oschła, z bliska czaruje detalami. Większość turystów nie wie, że warto zajrzeć na dziedziniec. Prowadzą do niego szerokie przejścia w przyziemiu. Po drodze w prześwicie mijamy drzwi o dopracowanych formach uchwytów i krat osłonowych. Na dziedzińcu wita nas fontanna oraz ukryte główne wejście do budynku. Okazały, potrójny portal oraz wieńczący go balkon, zdobiony motywem plecionki, zostały wykonane z piaskowca szydłowieckiego, podczas gdy posadzkę skomponowano z szarego graniu i czarnego marmuru. Dookoła fontanny biegnie dekoracyjny ornament w kształcie meandra.

Przestrzeń ta była przez pół wieku zarezerwowana dla komunistycznych oficjeli. Tymczasem projektanci gmachu – Wacław Kłyszewski, Jerzy Mokrzyński i Eugeniusz Wierzbicki – zaprojektowali prześwity po obu stronach dziedzińca, aby przez budynek można było przechodzić na pobliski Plac Trzech Krzyży. Wymagałoby to jednak rozebrania zachowanych kamienic z początku XX wieku, do czego nigdy nie doszło.

Rondo gen. Charles'a de Gaulle'a, na pierwszym planie sztuczna palma, w tle duży jasny gmach dawnej siedziby Komitetu Centralnego PZPR, jadą samochody, spacerują ludzie, słoneczny dzień, lato.
Rondo gen. Charles'a de Gaulle'a, fot. Filip Kwiatkowski

W 1990 roku siedzibę partii komunistycznej przeznaczono na – o ironio historii! – Giełdę Papierów Wartościowych, symbol kapitalistycznej gospodarki. Gmach nie nadawał się jednak do tej funkcji i w 2000 roku GWP przeniosła się do nowego budynku. Można go znaleźć opuszczając dziedziniec południowym prześwitem i idąc schodami w lewo. Subtelną dekoracją nowoczesnego Centrum Giełdowego są odręcznie wykonane przez rzemieślników i odlane w aluminium inskrypcje, cyfry i wykresy giełdowe, które w zamierzeniu architekta Stanisława Fiszera, mają nadać ludzki i osobisty wymiar architekturze w dobie cyfryzacji i powtarzalności elewacji.

Centrum Finansowe, fot. Wanda Hansen

Do Alej Jerozolimskich można wrócić kameralną alejką pod pergolą. Mijając palmę wchodzimy na krótko w trakt Nowego Światu, który biegnie lekkim łukiem w stronę Starówki. Skręcamy w prawo, w ulicę Foksal. O ile na Nowym Świecie dominują odbudowane kamienice klasycystyczne, to przy Foksal zachowało się kilka kamienic z przełomu XIX i XX wieku o urozmaiconej architekturze. Warto pobawić się w odszukiwanie rzeźbiarskich detali na elewacjach. Neogotycka kamienica pod numerem 19 straszy fantastycznymi uskrzydlonymi stworami trzymającymi tarcze oraz potworami z rozdziawionymi paszczami pod dachem – to rzygacze, czyli zakończenia rynien. Więcej wdzięku ma „Alegoria Wisły” dłuta Hipolita Marczewskiego ukazująca kobietę i chłopców podróżujących łodzią. Inny jest klimat neobarokowego domu przy Foksal 16. Tutaj poszukajmy rzeźbiarskich inspiracji antykiem: twarzy brodatych wojowników, baranich głów i rogatego greckiego boga Pana. Pod numerem 13 możemy przez chwilę współczuć postaciom silnych atlantów dźwigających balkon nad bramą, a wznosząc wzroku ku górze – odnaleźć ukryte wśród muszli twarze jakby elfów z baśni i powieści fantasy.

Ulica Nowy Świat, ludzie spacerują, jeżdżą na rowerach, wzdłuż ulicy rosną niewielkie drzewka, wiosna, dzień.
Nowy Świat, fot. Warszawska Organizacja Turystyczna

Foksal prowadzi do Pałacu Zamoyskich, który zamyka oś widokową. Około 1875 roku architekt Leonard Marconi zaprojektował dla hrabiego Konstantego Zamoyskiego tę elegancką, niewielką rezydencję nawiązującą do późnego renesansu francuskiego. Atrakcyjną grę barw i faktur tworzą drobne pomarańczowe cegły, jasne tynkowane pasy i elementy rzeźbiarskie oraz wysokie i szczupłe kominy przebijające pochyły dach. Obecnie pałac jest siedzibą Stowarzyszenia Architektów Polskich.

Po obejrzeniu pałacu trzeba poszukać nieco tajemniczego przejścia na jego tyły, ścieżką ukrytą po prawej stronie bramy. Prowadzi ona na brzeg skarpy wiślanej i trasę biegnącą wzdłuż ażurowego ogrodzenia. Roztaczają się stąd widoki na położone w dole ogrody klasztorne, dzielnicę Powiśle oraz drugi brzeg Wisły, nad którym dominuje Stadion Narodowy. Położone w dole sady i uprawy należą do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, zwanych potocznie Szarytkami – nie chodzi tu jednak o kolor habitu, ale o francuskie słowo charité oznaczające miłosierdzie. Ten atrakcyjny teren w środku miasta siostry otrzymały w XVII w. od królowej Ludwiki Gonzagi. Idąc w lewo, na północ, spojrzymy z góry na klasztor z charakterystyczną wieżyczką – sygnaturką. Wśród zabudowań znajduje się też dawnych spichlerz z małymi prostokątnymi oknami z XVII w.

Otwarta, ozdobna brama z kutej stali, osadzona na białych, murowanych słupach. W głębi, na końcu brukowanego dziedzińca, widoczny jest neorenesansowy pałac z napisem SARP na elewacji.
Pałac Konstantego Zamoyskiego, fot. Maciej Deperas

Podążając na północ dojdziemy do Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina i Pałacu Ostrogskich, w którym mieści się Muzeum Chopina. Jest to obiekt należący do głównych atrakcji turystycznych. Pomiędzy uczelnią i muzeum znajduje się ulica Ordynacka, którą wrócimy do Nowego Światu. Przetnijmy Nowy Świat i zanurzmy się w ulicę Warecką po drugiej stronie. Prowadzi ona do przejazdu w bramie, za którym czeka nas niespodzianka.

Elegancka, zabytkowa budowla, obok której rosną drzewa. Z prawej strony przed budynkiem biegną schody.
Muzeum Fryderyka Chopina, fot. Filip Kwiatkowski

Miłośnicy twórczości Alana Alexandra Milne’a natychmiast odpowiedzą, że przyjaciele Krzysia spacerują po Stumilowym Lesie. W Warszawie mają jeszcze jedno miejsce, do którego lubią zaglądać. To ulica Kubusia Puchatka. Komunikacyjnie łączy ona ulicę Warecką i Świętokrzyską, a widokowo Ministerstwo Finansów i wieżę, symbol osiedla Nowy Świat Zachód. Zespół domów, sklepów i instytucji społecznych został zaprojektowany w latach 1949-1956 przez grupę architektów kierowanych przez Zygmunta Stępińskiego. Niezwykła jest nie tylko nazwa ulicy, ale także to, że utalentowani projektanci nadali osiedlu pogodny wygląd, mimo iż budynki powstały w okresie socrealizmu i stalinowskiej dyktatury.

Prostokątna, jasna tablica na rogu budynku z wypukłą płaskorzeźbą przedstawiającą Kubusia Puchatka i Prosiaczka idących za rękę, pod którymi widnieje pisany tekst „Ulica Kubusia Puchatka”.
Ulica Kubusia Puchatka, fot. Maciej Deperas

Grupa domów jest jakby małym miasteczkiem z XVIII w. Przed budynkiem z wieżą znajduje się zielony placyk, miejsce wypoczynku, a dalej biegnie ulica Tuwima obustronnie obudowana arkadowymi podcieniami. Warto zwrócić uwagę na wieżę, na której Hanna Żuławska wykonała techniką sgraffito wizerunki słońca oraz księżyca, a także przyozdobiła postaciami zwierząt fryz pod gzymsem. Te dekoracje nawiązują do przeznaczenia parteru budynku, w którym mieści się przedszkole.

Nazwa ulicy Kubusia Puchatka została wybrana w plebiscycie zorganizowanym przez dziennik „Express Wieczorny” w 1954 r. Przy obu końcach ulicy znajdują się tablice wykonane z tynku z charakterystycznymi postaciami łakomego misia i jego przyjaciela Prosiaczka. Uliczką możemy dojść do Świętokrzyskiej, skręcić w prawo, a potem w lewo, gdzie znajdują się słynne zabytki: Pomnik Kopernika, Pałac Staszica i Kościół Św. Krzyża.

Widok na klasycystyczny, jasny budynek Pałacu Staszica w Warszawie, zwieńczony zieloną kopułą. Przed pałacem widoczny jest plac z pomnikiem Mikołaja Kopernika oraz spacerujący ludzie. Po bokach stoją stylizowane, czarne latarnie uliczne.
Pałac Staszica, fot. Tomasz Nowak

Gdy za kościołem miniemy ulicę Traugutta po obu stronach Krakowskiego Przedmieścia otworzą się przed nami bramy. Ta po prawej stronie prowadzi na Uniwersytet Warszawski, a ta po lewej do Akademii Sztuk Pięknych. Wybierzmy tę drugą i między wydziałami Grafiki i Malarstwa podejdźmy do fasady późnobarokowego Pałacu Czapskich. Po drodze obejrzymy plenerową galerię sztuki – to prace warszawskich studentów. Na końcu alejki, po lewej stronie, nieco w ukryciu, czeka na nas sporych rozmiarów figura konnego rycerza, która znana jest miłośnikom historii sztuki. To kopia pomnika Bartolomea Colleoniego, jedna z najwyżej cenionych rzeźb renesansowych.

Oryginał wykonał w 1496 r. Andrea del Verrocchio, aby upamiętnić potężnego dowódcę oddziałów najemnych Republiki Weneckiej. Pomnik stoi na wysokim cokole na placu świętych Jana i Pawła w Wenecji, natomiast jego warszawską kopię można studiować z bliska, gdyż specjalnie umieszczona została nisko. W oczy rzucają się surowa twarz Colleoniego z groźnym spojrzeniem, realistycznie opracowane elementy zbroi i rzędu końskiego, jak i sprężysta sylwetka wierzchowca, ale może zaskakiwać jeden element: pomalowane na jaskrawy kolor końskie genitalia. Nie jest to nieprzystojny wybryk wandalów, ale tradycyjny sposób studentów na rozładowanie powagi arcydzieła sprzed wieków umieszczonej w towarzystwie prac sztuki współczesnej.

Kopia pomnika Colleoniego ma burzliwą historię. Przed II wojną światową znajdowała się w Muzeum Miejskim w Szczecinie, wówczas jeszcze w granicach Niemiec. Po wojnie miasto znalazło się na terenie Polski, a pomnik w 1948 r. przetransportowano do zniszczonej przez niemieckich okupantów i ogołoconej z dzieł sztuki Warszawy. Pomnik służył studentom jako model wrastając w tradycję i obraz uczelni. Społeczność Szczecina była jednak zainteresowana zwrotem zabytku, do czego doszło w 2002 r. Colleoni stanął na wyeksponowanym miejscu na szczecińskim Placu Lotników, a w Warszawie możemy podziwiać kopię kopii wykonaną z brązu.

Pałac Czapskich przy Krakowskim Przedmieściu, na pierwszym planie pomnik Bartolomeo Colleoniego na koniu, słoneczny dzień, lato.
Pałac Czapskich, fot. Waldemar Panów, pzstudio.pl

Kierując się dalej na północ, ku Staremu Miastu, miniemy po prawej stronie barokowy kościół Wizytek. Za pomnikiem kardynała Stefana Wyszyńskiego znajdziemy biegnącą ukosem alejkę i spotkamy pomnik księdza niższej rangi, ale wielkiego serca i obdarzonego talentem poetyckim. Ksiądz Jan Twardowski potrafił tłumaczyć trudne sprawy prostym językiem i stale dziwił się pięknem świata – jego figura zaprasza, by podzielić z nim ławkę i chwilę na wysłuchanie nagranych utworów.

Kontynuując spacer w tym samym kierunku, a potem w prawo nad ulicą Karową, przejdziemy obok kameralnego ogródka klasztoru sióstr Wizytek, w którym mieszkał ksiądz Twardowski. Niewielkie domki obejścia kontrastują z wielkomiejskimi kamienicami po drugiej stronie ulicy Karowej. Ale to właśnie z nią związane jest ostatnie miejsce spaceru.

Kościół św. Józefa Oblubieńca przy Krakowskim Przedmieściu, po lewej stronie pomnik kardynała Stefana Wyszyńskiego, spacerują ludzie, słoneczny dzień, lato.
Kościół św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Marii Panny, fot. Tomasz Nowak

Ulica Karowa nosi swą nazwę od karów, czyli wozów wywożących nieczystości z miasta. Niegdyś była bardzo stroma, co sprawiało wiele trudności ciągnącym wozy koniom. W 1905 r. wybudowano więc efektowny wiadukt Stanisława Markiewicza, który wydłużył trasę, lecz zmniejszył nachylenie drogi. Dojdziemy do niego podążając w dół ulicy.

Jest to zgrabny obiekt inżynieryjny w secesyjnej szacie. Dwa przęsła o delikatnych łukach, przerzucone nad jezdniami, odzwierciedlają tęsknotę architekta Stefana Szyllera za stworzeniem równie pięknego mostu nad Wisłą. Wiadukt Markiewicza zdobią secesyjne latarnie na obeliskach oraz rzeźby Jana Woydygi. Najłatwiej rozpoznać syrenę z szablą, godło Warszawy. Stolicę symbolizuje także rzeźba kobiety z koroną z murów miejskich, podczas gdy wąsaty mężczyzna z kołem zębatym przedstawia pracę i przemysł. Na początku XX w. roztaczał się stąd widok na przemysłowe Powiśle z elektrownią, gazownią i innymi zakładami. Obecnie z wiaduktu można oglądać budynki Uniwersytetu Warszawskiego.

Odwiedzenie tych kilku miejsc, może wzbogacić spacer główną atrakcją turystyczną Warszawy – Traktem Królewskim. Pomniki, punkty widokowe, ukryte dziedzińce, rzeźby i detale leżą tuż obok traktu, jednak łatwo je przeoczyć, jeśli się nie wie o ich istnieniu. Zapraszamy więc do odkrycia ich podczas poznawania miasta.

Zabytkowy, dwuarkadowy wiadukt o kremowej barwie, ozdobiony rzeźbami na centralnej attyce. Pod konstrukcją przebiega pusta, wybrukowana ulica z podwójną ciągłą linią, a po bokach stoją stylowe, czarne latarnie. Dookoła rosną drzewa.
Wiadukt Stanisława Markiewicza, fot. Maciej Deperas