Warszawa inspiruje: wywiad z Aleksandrem Prugarem i Heleną Czernek − założycielami nowego muzeum MI POLIN MEZUZAH CENTER

Co to jest MI POLIN?

Aleksander: Razem z Heleną założyliśmy MI POLIN – pierwszą polską, powojenną markę judaików, czyli przedmiotów służących do celebrowania żydowskich obrzędów kulturowo-religijnych. Przed wojną w Warszawie działało kilkadziesiąt wytwórni takich obiektów, w tym znane zakłady Norblina i Frageta, które posiadały dedykowane oddziały tej produkcji. Stolica była centralnym miejscem żydowskiej sztuki w przedwojennej Polsce. Wojna zniszczyła ten istotny element polskiej kultury. To właśnie do tej warszawskiej tradycji postanowiliśmy się odwołać, tworząc MI POLIN. Projektujemy mezuzy, menory oraz biżuterię.

Helena: Od 12 lat wspólnie z Aleksandrem poszukujemy śladów po mezuzach. Mezuza to żydowski zwyczaj nakazujący przymocowanie do prawej strony futryny niewielkiego pojemnika z fragmentem modlitwy z Tory. Szacujemy, że przed wojną w Polsce mogło być około 10 milionów mezuz. Większość z nich została zniszczona w wyniku wojny i komunizmu, pozostawiając po sobie jedynie ślady – wgłębienia, gwoździe, kontury w farbie. Udało nam się odnaleźć 205 takich śladów. Szukając ich, symbolicznie odbudowujemy świat sprzed Zagłady. Pierwszy ślad odkryliśmy na ul. Ząbkowskiej 12 w Warszawie.

Kobieta i mężczyzna ubrani w ciepłe kurtki stoją na klatce schodowej
Helena Czernek i Aleksander Prugar, fot. MI POLIN Mezuzah Center

Czyli na bazie MI POLIN stworzyliście nowe muzeum w Warszawie?

Helena: Na podstawie naszych badań i opracowań otworzyliśmy w Warszawie, przy ul. Złotej 62, Mi Polin Mezuzah Center. Nasza placówka mieści się tuż obok fragmentu dawnego muru Getta Warszawskiego. To prawdopodobnie pierwsze na świecie muzeum poświęcone wyłącznie śladom po mezuzach. Opowiadamy historię polsko-żydowską przez pryzmat tych śladów. W zeszłym roku odwiedziła nas Ocalała z Holocaustu i powiedziała: „Dobrze, że opowiadacie o tym, jak kiedyś było”. To nowatorskie podejście, bo do tej pory ślady po mezuzach właściwie nie istniały w zbiorowej świadomości.

Aleksander: Często ślady po mezuzach są jedynie punktem wyjścia do szerszych opowieści – o Zagładzie, Oświęcimiu, Katyniu, Wołyniu, o wojnie. To trudna tematyka, ponieważ te ślady symbolizują pustkę. Ale poprzez nie opowiadamy o emocjach, a w rzeczywistości – o życiu. Dzięki pamięci przywracamy do istnienia utracony świat.

Helena: Staramy się wzmacniać polski komponent tej złożonej polsko-żydowskiej tożsamości. Prowadzimy wykłady, warsztaty artystyczne i uczymy, jak rozpoznawać ślady po mezuzach. Odwiedzają nas osoby, których przodkowie mieszkali kiedyś w Polsce i Warszawie. Przyjeżdżają tu z potrzeby upamiętnienia, ukojenia, z tęsknoty, by zobaczyć, skąd pochodzili ich rodzice lub dziadkowie. My przybliżamy im tę Polskę – ojczyznę ich przodków.

Sala ekspozycyjna w Mi Polin Mezuzah Center, po lewej stronie szafka, na której leżą mezuzy, na ścianie kilkadziesiąt małych zdjęć przedstawiających mezuzy oraz mapa z zaznaczonymi miejscami ich odnalezienia.
Mi Polin Mezuzah Center, fot. Maciej Deperas

Czy Warszawa to dobre miejsce do tworzenia?

Aleksander: Warszawa i warszawiacy przyjęli mnie z życzliwością. Postanowiłem, że będę pracować na rzecz tego miasta i jego mieszkańców. Stworzyłem dokument fotograficzny o Warszawie, która przez lata była zasłonięta ogromnymi płachtami reklamowymi. Projekt nazwałem Reklamiasto. Został opublikowany w rozkładówce Gazety Wyborczej w milionowym nakładzie. Ten materiał wywołał publiczną dyskusję na temat zaśmiecania przestrzeni miejskiej reklamami i zwrócił uwagę na trudne warunki życia mieszkańców – zasłonięte okna, brak dostępu do światła dziennego i świeżego powietrza. Po latach ten problem udało się rozwiązać, a my – warszawiacy – odzyskaliśmy swoje miasto.

Helena: To miasto bardzo inspiruje! W 2010 roku, z okazji Roku Chopinowskiego, zaprojektowałam przejście dla pieszych w formie klawiatury fortepianu, łączące Dworzec Centralny z Placem Defilad – na ulicy Emilii Plater. Warszawa jest otwarta na działania artystyczne, z których mieszkańcy mogą korzystać na co dzień. Nasze miasto jest idealnym miejscem do tworzenia – tutaj sztuka staje się częścią miejskiego krajobrazu, zyskuje funkcjonalność, podlega interpretacji i natychmiastowej reakcji społecznej.

Sala ekspozycyjna w Mi Polin Mezuzah Center, fragmenty framug, w których odnaleziono mezuzy.
Mi Polin Mezuzah Center, fot. Maciej Deperas

Czy design może opowiadać o historii Warszawy?

Helena: Stworzyłam papierowego żonkila z okazji obchodów rocznicy Powstania w Getcie Warszawskim. Zadałam sobie wtedy pytanie: w jaki sposób design może służyć upamiętnianiu historii? W tym przypadku wykorzystałam design – czyli materialny, zaprojektowany obiekt – do opowiedzenia o wartościach niematerialnych, takich jak pamięć, tożsamość, odwaga, Warszawa. Ludzie przypinający żonkila do ubrania symbolicznie identyfikują się z obchodami i upamiętniają ofiary oraz bohaterów tego jedynego żydowskiego zrywu wolnościowego podczas II wojny światowej.

Jaka jest najważniejsza atrakcja Warszawy?

Aleksander: Życie! Najważniejszym elementem Warszawy jest możliwość doświadczania siły życia poprzez kontrasty. Z jednej strony mamy pomniki powstańcze, ocalałe z wojny kamienice, cmentarze – miejsca sprzyjające refleksji nad historią i budowaniu własnej tożsamości. A chwilę później można usiąść nad Wisłą i zachwycać się pięknem dzikiej przyrody. Codziennie przejeżdżam obok pomnika warszawskiej Syrenki na Bulwarach Wiślanych. Patrząc na nią, nie sposób się nie zakochać – ani w niej, ani w Warszawie. Czasem puszczam jej ukradkiem oczko – to przynosi mi szczęście. To miłość odwzajemniona. Spełniona.

Sala ekspozycyjna w Mi Polin Mezuzah Center, szafka, na której leżą mezuzy.
Mi Polin Mezuzah Center, fot. Maciej Deperas

Aleksander, skąd przyjechałeś do Warszawy?

Aleksander: Przyjechałem do Warszawy 20 lat temu, ze Śląska. Dostałem pracę jako fotoreporter w centrali Gazety Wyborczej – to było spełnienie marzeń! Ówczesne kierownictwo chciało, żebym dobrze poznał historię miasta, dlatego przez lata powierzano mi dokumentowanie obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. W opowieściach Powstańców słyszałem echa wojennej tęsknoty za wolnością. Miałem wtedy 20 lat. Dla mnie Warszawa od początku była miejscem spełniania marzeń. I nadal tak jest.

Helena, Twoja warszawska historia?

Helena: Moje związki z Warszawą są rodzinne – część dziadków pochodziła właśnie stąd. Mimo to wychowałam się na wsi, ponieważ moja mama nie chciała mieszkać w mieście. Mój drugi dziadek, z pochodzenia krakowianin, w czasie wojny przeniósł się do Warszawy, gdzie on i jego rodzina mogli być bardziej anonimowi. Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, z wielkim zaangażowaniem i wiarą dołączył do walk. Brał udział w jednej z kluczowych bitew – o budynek PAST-y. Dziadek opowiadał mi, gdzie wraz z towarzyszami broni budowali barykady: na ul. Próżnej, Wareckiej, Nowym Świecie. Dziś tymi samymi ulicami odprowadzam mojego syna do przedszkola. Do Warszawy przeprowadziłam się na studia, podobnie jak Aleksander – 20 lat temu.

Podwórko kamienicy, w rogu wejście do Mi Polin Mezuzah Center.
Mi Polin Mezuzah Center, fot. Maciej Deperas