Smaki zimy w Warszawie
W mojej rodzinie chętnie jadano zupy. Najlepszą potrawą, jaką o północy po koncercie można podać artyście, jest pożywny, gorący bulion, który świetnie działa na żołądek i mile pobudza apetyt. Obiad, główny posiłek dnia, rozpoczynaliśmy często od przetartej zupy jarzynowej, za którą przepadały dzieci (był to najprostszy sposób, by wmusić w nie trochę warzyw). Często zupa stanowiła główne danie. Polacy lubią jadać zupy z różnymi dodatkami podanymi na osobnym talerzu: mogą to być grzanki, które wrzuca się do zupy lub je palcami, albo kluseczki, faszerowane paszteciki itd., które również podaje się na przekąskę. − pisała Aniela Rubinstein (1908 – 2001) otwierając rozdział o zupach w swojej bestsellerowej książce kucharskiej pt. „Kuchnia Neli” (książka dostępna po polsku i po angielsku).
To autorka, która dorastała w muzycznej rodzinie Młynarskich, w domu pełnym artystycznych tradycji i dobrego jedzenia. Jej ojciec, Emil Młynarski, był jednym z najwybitniejszych dyrygentów przełomu wieków, współtwórcą i pierwszym dyrektorem Filharmonii Narodowej w Warszawie, a także dyrektorem Opery Warszawskiej – to w tym środowisku mała Nela uczyła się wrażliwości, smaku i elegancji, które później wniosła do swojej kuchni i… w małżeństwo z Arturem Rubinsteinem – wirtuozem fortepianu i znanym smakoszem. Jedna z jego ulubionych zup był polski barszcz zabielony (czyli z dodatkiem śmietany).
Od jej czasów niewiele się zmieniło — zupy nadal zajmują ważne miejsce w polskiej kuchni, zarówno tej codziennej, jak i odświętnej. Zima sprzyja odkrywaniu tych gorących, rozgrzewających smaków. Od jakiej zupy zacząć tę kulinarną przygodę? Na Taste Atlas można znaleźć zestawienie tych najbardziej popularnych: pierwsze miejsce przypadało esencjonalnemu rosołowi gotowanemu na bogatym wywarze z kilku rodzajów mięs. W zastawieniu pojawiają się też: delikatny rosół z kury, wyrazisty żurek oraz grzybowa, zupa z mieszanych leśnych grzybów lub wyłącznie z borowików!
W ścisłej czołówce polskich zup znajdują się też barszcze. Aniela Rubinstein właśnie filiżanką czystego barszczu częstowała męża i innych artystów, którzy po koncertach byli spragnieni głodni i zmęczeni, ponieważ uważała, że nic tak nie stawia na nogi jak właśnie lekko słodkawy polski barszczyk. Do tej zupy obecnie podaje się najczęściej krokiety, czyli naleśniki faszerowane mięsem lub nadzieniem z Grzybów i kiszonej kapusty. Aniela Rubinstein polecała podawać naleśniki lub paszteciki z móżdżkiem. Dziś to ogromna rzadkość w restauracyjnych jadłospisach.
Próbując zup nie można zapomnieć o przeboju szkolnych stołówek, barów mlecznych i domowej kuchni, czyli zupie pomidorowej. Warto też pamiętać o tradycyjnym smaku Warszawy, czyli flakach. Traktujemy je jak zupę, ale to tak naprawdę wspaniałe danie jednogarnkowe pełne kawałków mięs i warzyw, które nasyci nawet duży głód. Wywar z flaków wołowych i warzyw jest tradycyjne doprawiony imbirem a zupę podaje się z mięsnymi pulpecikami a nawet zapieczoną z parmezanem.
Poszukując smaków i klimatów dawnej Warszawy warto zajrzeć do Staroświeckiego Sklepu Wedla przy ul. Szpitalnej. Pachnie tu kakao, wanilią i czekoladą, a drewniane lady i szklane słoiki pełne łakoci przenoszą w czasy, gdy zakupy były małym rytuałem, a nie szybkim obowiązkiem. Wedel – to nazwa warszawskiej fabryki czekolady, która działa od 1851 r i jednocześnie nazwisko jej założycieli a najbardziej znane wyroby tej firmy to torcik wedlowski, ptasie mleczko oraz delicje. Nie jest to jedyne miejsce w Warszawie, gdzie można spróbować wedlowskich smakołyków a przy fabryce działa nawet Muzeum Fabryka Czekolady E.Wedel (adres: aleja Emila Wedla 5, 03-822 Warszawa, otwarte codziennie). Jednak sklep przy ul. Szpitalnej to miejsce, w którym przeniesiesz się w czasie do Warszawy sprzed 130 lat.
Natomiast spacerując tej zimy Krakowskim Przedmieściem możesz dojść do wejścia sklepu z… 1878 r. To rok, w którym jest osadzona powieść pod tytułem „Lalka” napisana przez Bolesława Prusa (prawdziwe nazwisko Aleksander Głowacki, 1847 – 1912) – warszawskiego dziennikarza oraz częstego bywalca sklepu Wedla przy ul. Szpitalnej.
Główny bohater tej powieści Stanisław Wokulski był właścicielem sklepu, którego makietę można oglądać tej zimy tuż przy pomniku Mikołaja Kopernika i budynku Polskiej Akademii Nauk. Szukaj elewacji, na której są napisy po polsku i po rosyjsku, bo „Lalka” to opowieść o okresie, kiedy Polski. Nie było na mapie Europy a Warszawa była częścią Imperium Rosyjskiego.
Sklep Wokulskiego to pozostałość po planie filmowym, a premiera tej kinowej adaptacja jest planowana na 2026 r. Sklep Wokulskiego przyciąga wciąż nowych spacerowiczów i każdy chce mieć zdjęcie przy wejściu. Nie bez powodu ten literacki adres budzi emocje wśród Warszawiaków i nie tylko — Lalka to opowieść o ambicji, przemianie i modernizującej się Warszawie drugiej połowy XIX wieku, która do dziś pozostaje jednym z najważniejszych portretów miasta i… obowiązkową lekturą szkolną w szkołach średnich.
Z kolei po atmosferę dawnego, gwarnego targowiska warto wybrać się do Hali Mirowskiej. Jej charakter nie zmienił się od ponad wieku: wciąż można tu kupić świeże warzywa, sery, ryby i tradycyjne wędliny, a zimą aromaty kiszonek, korzenne przyprawy i zapach świeżo wypiekanych bułek tworzą prawdziwy przewodnik po smakach sezonu. To miejsce, gdzie można zaopatrzyć się w dżemy, konfitury i inne przetwory (też konfitury z róży do warszawskich pączków) oraz suszone grzyby.
Grudzień i styczeń to także idealny moment, by poznać zimową odsłonę miasta poprzez jarmarki i targi kulinarne, gdzie tradycja łączy się ze współczesnością. Pod Pałacem Kultury od końca listopada do 1 stycznia 2026 r odbywa się Jarmark Warszawski. Między ulicą Marszałkowską a głównym wejściem do Pałacu Kultury i Nauki można spróbować dań z grilla („obowiązkowa” przekąska na każdym festynie, czyli: serki górskie z żurawiną), pierogów (także te wyjątkowe, z gęsiną) oraz bigosu staropolski z kapusty kiszonej, różnych rodzajów mięs, pachnący jałowcem i śliwką. Na chętnych czekają też gulasze, na przykład aromatyczny gulasz z dzika w winie oraz „klasyczna” pajda chleba ze smalcem lub z gorącym wędzonym boczkiem. Na jarmarku można się też zaopatrzyć w wędzone mięsa, wędliny i pasztety, rzemieślnicze chleby i miody. Nie brakuje też pierniczków.
A zatem: jeśli szukasz grudniowych i styczniowych smaków Warszawy, wybierz miejsca, które łączą historię i współczesność. Rozgrzej się czekoladą w sklepie Wedla, wróć do początków warszawskiego handlu w Hali Mirowskiej, a współczesny rytm miasta poczuj na zimowych targach. Poszukaj sklepu Stanisława Wokulskiego wśród rozświetlonych zimowych dekoracji w centrum miasta a po drodze zatrzymaj się na rozgrzewającą i aromatyczną zupę. Sprawdź czy Aniela Rubinstein miała rację, że nic tak nie stawa na nogi jak filiżanka czerwonego barszczu.
Autor: Agnieszka Kuś, przewodniczka warszawska