Śladami warszawskich rzemieślników - ostatni mistrzowie wyjątkowych fachów

Autorka: Iga Skolimowska – teatrolożka, mieszkanka Warszawy i autorka przewodników turystycznych dla młodych

Warszawa potrafi zaskoczyć nie tylko nowoczesną architekturą, ale także mnóstwem zieleni i miejscami wypoczynku. Okazuje się jednak, że w 2026 roku nadal można odwiedzić pracownie rzemieślnicze, które dziś należą już do rzadkości. Niektóre warszawskie zakłady są prowadzone przez tę samą rodzinę od stu i więcej lat. Pracują w nich rzemieślnicy, którzy szyją rękawiczki na miarę, tworzą kapelusze na tradycyjnych blokach modniarskich czy oprawiają księgi w ręcznie złoconą skórę. Ich usługi niekoniecznie kosztują więcej niż rzeczy z fast fashion, a jakość wyrobów sprawia, że będą Wam służyły przez długie lata. Dacie się zabrać na spacer po stolicy śladami warszawskich rzemieślników? Może to być wyjątkowa szansa na znalezienie pamiątki, jakiej nie znajdzie na żadnym lotnisku.

Przy ulicy Marszałkowskiej 83 od powojennych lat działa Pracownia Rękawiczek Czesława Jamrozińskiego – jeden z ostatnich w Warszawie (i Polsce!) zakładów, gdzie rękawiczki wciąż kroi się i szyje ręcznie, bez użycia gotowych szablonów. Rzemiosło w tej rodzinie zaczęło się jeszcze przed wojną w Kaliszu, skąd po 1945 roku trafiło do stolicy. Pan Czesław, którego do dziś spotkacie osobiście w zakładzie, naukę zawodu rozpoczął jako piętnastolatek od swojego stryja, a w latach siedemdziesiątych przejął po nim warsztat. Sklep jest niewielki, niemal miniaturowy, z ladą i wystawą ręcznie szytych par rękawiczek, a wnętrze wygląda tak, jakby czas zatrzymał się gdzieś w latach osiemdziesiątych. Do dziś zamawiają tu rękawiczki zarówno okazjonalni klienci, szukający czegoś wyjątkowego dla siebie, jak i ci, którzy chcą sprawić bliskim unikatowy prezent – od irchowych, żółtych rękawic ze skóry jelenia, po klasyczne, skórzane pary na jesienne chłody.

Ujęcie z perspektywy rzemieślnika przy pracy. W centralnej części widać dłonie pracujące przy specjalistycznej, czarnej maszynie do szycia rękawiczek. Maszyna ma nietypową konstrukcję z poziomymi elementami. Dłonie formują fragment czarnego materiału. Oświetlenie zapewnia jasna lampka biurkowa po prawej stronie. Po lewej stronie widać kalendarz na ścianie oraz rozmyty fragment innej, czarnej rękawiczki na blacie.
Pracownia rękawiczek Czesława Jamrozińskiego, ul. Marszałkowska 83, fot. Maciej Deperas

Kilka minut spacerem od Pracowni Czesława Jamrozińskiego znajduje się inna, również pracownia rękawiczek. Ten niewielki zakład prowadzi przy ulicy Śniadeckich 18 pani Anna Giedroyć, która również kontynuuje rodzinną tradycję rękawicznictwa. Zakład powstał w 1946 roku i funkcjonuje do dziś dzięki determinacji Pani Anny. Warto wspomnieć, że mistrzyni zdobywała fach samodzielnie, ponieważ – jak sama opowiada – jej matka nie wierzyła, że córka będzie zdolna nauczyć się rękawicznictwa i prowadzić zakład – wszystkiego nauczyła się więc sama. Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda ręczne krojenie rękawiczek, bez maszyn i taśmy produkcyjnej – to jedne z ostatnich adresów w Polsce, gdzie to jeszcze możliwe.

Fasada żółtego budynku. Nad wejściem do sklepu widnieje dwuczęściowy, żółty szyld. Górny panel z napisem „RĘKAWICZKI”, a poniżej, na markizie, duży napis „GIEDROYĆ”.
Pracownia rękawiczek Anny Giedroyć, ul. Śniadeckich 18, fot. Maciej Deperas

Kilka przystanków tramwajowych dalej, na ulicy Częstochowskiej 2 na Ochocie, działa Pracownia kapeluszy Marii Wąsiewicz – jedna z ostatnich w Warszawie modniarni, gdzie kapelusze wciąż powstają ręcznie, na drewnianym bloku modniarskim. Modystki, czyli rzemieślniczki od kapeluszy, jeszcze w połowie XX wieku były w Warszawie zawodem tak powszechnym jak dziś fryzjer – dziś to niszowa profesja, którą niesłusznie przyćmiły fast fashion, wielkie marki i galerie handlowe. Zakład Pani Marii nadal ma jednak wiernych klientów i klientki, którzy poszukują unikatowych kapeluszy, kaszkietów czy innych nakryć głowy. Warto odwiedzić sklep przy Częstochowskiej choćby po to, by poznać Panią Marię i zobaczyć, jak wiele stylów i kolorów przybierały kiedyś (i nadal przybierać mogą!) kapelusze i czapki!

Szyld w kształcie strzałki na słupie na tle budynku, z napisem „MODNIARSTWO Maria Wąsiewicz” i rysunkiem czerwonego kapelusza.
Pracownia kapeluszy Marii Wąsiewicz, ul. Częstochowska 2, fot. Maciej Deperas

W samym centrum Warszawy, przy ulicy Chmielnej 6, mieści się wyjątkowy zakład Parasole na Chmielnej z bogatą historią. Założył go Julian Gostkiewicz, uczestnik powstania styczniowego, później zesłany na Syberię. Po powrocie z zesłania założył jedną z pierwszych pracowni parasolniczych w Warszawie, a po wojnie zakład znalazł swój stały adres przy Chmielnej, gdzie prowadzi go dziś już czwarte pokolenie rodziny. Kiedyś parasole były pełnoprawnym akcesorium, niemalże elementem garderoby, którego kolor i styl dobierało się do codziennej lub odświętnej stylizacji. Dziś myślimy o parasolach wyłącznie użytkowo, co wpłynęło bardzo na biznes parasolniczy – w pracowni na Chmielnej głównie naprawimy dziś zepsuty parasol (w tzw. Klinice parasoli) lub kupimy nowy, jednakże niestety już nie robiony ręcznie przez mistrza fachu.

Mimo to, jeśli warszawska pogoda (a bywa kapryśna) zaskoczy Cię akurat w centrum, to najlepsze miejsce, by kupić nie byle jaki, plastikowy parasol z marketu, ale coś, co przetrwa więcej niż jeden sezon. W Warszawie działa też druga pracownia tego typu – Parasolnictwo Barbara Szafrańska na klimatycznej, warszawskiej Pradze – jednak warto zadzwonić przed wizytą, bo zdarza się, że tego typu niszowe pracownie i sklepy funkcjonują bez stałych godzin otwarcia.

Zbliżenie na oszklone wejście do sklepu. Na szybie różowy napis „PARASOLE”. Kobieta z czarnym parasolem stoi przed wejściem. Pod oknem stoją donice z roślinami.
Parasole na Chmielnej, ul. Chmielna 6, fot. Maciej Deperas

Przy ulicy Poznańskiej 26 znajduje się kolejna wyjątkowa pracownia – powstają tu nie kapelusze czy parasolki, a ręcznie tworzone szczotki. Pracownia Szczotek i Pędzli Adam Baryliński to jeden z ostatnich zakładów szczotkarskich w Polsce, założony w Warszawie w 1925 roku i prowadzony nieprzerwanie przez tę samą rodzinę – dziś przez wnuczkę założyciela, Panią Urszulę Barylińską. Szczotki powstają tu wyłącznie z naturalnych materiałów i w dużej części są wykonywane ręcznie, tak jak przed stu laty. Dzięki temu zachowują cechy i jakość, których nie sposób uzyskać w produkcji masowej czy maszynowej, ponieważ każdy egzemplarz wymaga starannego doboru materiałów oraz doświadczenia rzemieślnika. Sporym zainteresowaniem klientów cieszą się ostatnio szczotki do włosów wykonane ze szczeciny dzika, które świetnie rozczesują włosy, masują skórę głowy i pomagają rozplątywać włosy bez szarpania. W pracowni znajdziecie również kilka rodzajów szczotek do brody – każdy mężczyzna znajdzie tu akcesorium odpowiednie do swojego typu zarostu. Zamiast kupować kolejny plastikowy gadżet z sieciówki, warto odwiedzić to miejsce i wybrać narzędzie, które nie tylko lepiej sprawdzi się w codziennej pielęgnacji, ale także posłuży przez lata. Wasz zakup będzie jednocześnie wsparciem dla lokalnych mistrzów tego zanikającego rzemiosła.

Rząd pędzli do golenia ustawionych na szklanej półce, odbijających się w jej powierzchni. Pędzle mają różne kolory rączek: białe, czarne, brązowe, bordowe. Włosie pędzli jest jasne, puszyste. Tło jest lekko rozmyte.
Pracownia pędzli i szczotek Ryszarda Barylińskiego, ul. Poznańska 26, fot. Maciej Deperas

Jeżeli natomiast posiadacie jakieś rodzinne pamiątki w postaci książek, ksiąg, albumów czy babcinych przepiśników, które potrzebują odświeżenia lub zabezpieczenia przed upływem czasu, warto rozważyć wizytę u prawdziwego introligatora. Zajść można na przykład do działającej od pokoleń pracowni introligatorskiej Andrzeja i Grzegorza Strusińskich przy Nowym Świecie 39. W swoim mistrzowskim portfolio mają m.in. realizacje dla samego Jana Pawła II oraz Kancelarii Prezydenta RP, a specjalnością zakładu są ręczne oprawy w naturalną skórę, ze złoceniami i tłoczeniami.

Dłoń trzymająca mosiężny czcionkowy stempel introligatorski na tle wysuniętej szuflady pełnej metalowych matryc i zdobień.
Pracownia introligatorska, ul. Nowy Świat 39, fot. Maciej Deperas

Natomiast gdy do oprawienia macie coś większego, np. obraz, zdjęcie, pocztówki czy inne ważne wspomnienie, wybierzcie się do wyjątkowej pracowni na warszawskim Mokotowie.
Przy ulicy Tatrzańskiej 9, swoją siedzibę ma rzemieślnik, funkcjonujący (szczególnie w mediach społecznościowych) pod intrygującym pseudonimem Mabellini Delio x Czuły Oprawca. To rzadko spotykana dziś pracownia zajmująca się ręcznym oprawianiem obrazów, grafik i luster w ramy robione na miarę. To rzemiosło, które z pozoru wydaje się proste, a w praktyce wymaga wyczucia proporcji, doboru odpowiedniego profilu listwy i koloru pasującego do konkretnej pracy. A najlepiej, gdy „oprawca” sam jest artystą-malarzem i rozumie oprawiane prace w wyjątkowy sposób – tak jak Michał Koszewski. Zresztą prace, które miał okazję oprawiać też są nietuzinkowe – i nie są to tylko obrazy: od prac klasyków malarstwa, przez zaproszenia ślubne, po odlew brzucha ciążowego czy chustę Hermès, którą trzeba było delikatnie naprężyć szpilkami. Warto powierzyć cenne dzieła i wspomnienia odpowiednim ramom!

Kobieta z jasnymi włosami w szarej koszuli stoi tyłem i wybiera próbki ram ze ściany gęsto obwieszonej profilami w różnych kolorach i stylach.
Mabellini Delio & Czuły Oprawca, ul. Tatrzańska 9, fot. Maciej Deperas

Mimo nowo powstających zakładów rzemieślniczych w Polsce, są takie rzemiosła i nisze, które powoli znikają prawdopodobnie bezpowrotnie. Najbardziej porusza los zawodów pokrewnych tym, które opisałam wyżej: punkty naprawy parasoli i pracownie rękawicznicze w większości województw nie istnieją już w ogóle. Warszawa zatem, pozostając siedzibą dla tak niszowych rzemiosł jak rękawicznictwo, parasolnictwo czy szczotkarstwo, jest wyjątkową stolicą. Na szczęście coraz więcej turystów i mieszkańców zaczyna traktować rzemiosło jako wartość samą w sobie, a nie relikt przeszłości. Odwiedzenie więc takiej pracowni, kupno pary rękawiczek szytych na miarę czy oprawienie albumu ze zdjęć z Warszawy może być nie tylko nietypową pamiątką, ale też realnym wsparciem dla mistrzów, którzy mogą być ostatnimi w swoim fachu. Spacerując więc po stolicy, zajrzyjcie do pracowni przy Chmielnej, Tatrzańskiej, Poznańskiej czy Częstochowskiej – kryją się tam cuda, o które naprawdę trudno we wszechobecnej dziś fali fast fashion.

Witryna sklepu, na której widać ozdobny napis "PRACOWNIA SZCZOTEK I PĘDZLI". Poniżej mniejszy napis: "J. R. BARYLIŃSCY". Na samym dole: "ROK ZAŁOŻENIA 1925". W szybie widoczny jest odblask drzewa i nieba.
Pracownia pędzli i szczotek Ryszarda Barylińskiego, ul. Poznańska 26, fot. Maciej Deperas